Jej wysokość półka

with Brak komentarzy

 …Zmajstrowałam ją sobie w ramach tygodniowej kuracji jesiennej. Kiedy gorączka odpuściła (lubię swoje łóżeczko, ale ileż można), a leki udobruchały moje górne drogi oddechowe, po kilku dniach lenistwa dopadły mnie problemy natury duchowej 😉 Trawiły mnie wyrzuty sumienia, że święta za pasem, mieszkanie dosłownie zrujnowane, a ja sobie odpoczywam.

Postanowiłam zrobić coś, co nie nadwyręży mnie zbytnio, a równocześnie znacząco poprawi wizerunek mojego gniazdka. Padło na kuchnię, a konkretnie na przybory kuchenne, na które w owej kuchni nie ma miejsca. Wspominałam kiedyś, że mam kuchnię, w której, gdyby była własnością siedmiu krasnoludków, Śnieżka już by się nie zmieściła? O wiszących szafkach mogę tylko pomarzyć.

Z konieczności więc, ustaliłam co niekoniecznie zawsze musi być pod tzw. ręką i teleportowałam cały kram do przedpokoju. Że i ten metrażem nie grzeszy, skleciłam sobie taką oto wysoką półeczkę.

Przy okazji pochwaliłam siebie za skłonność do nabywania różnych rzeczy “na zaś” (tak się u nas mówi na przyda się), bo do półki idealnie wpasowały się skrzynki, które nabyłam w IKEI za free. Pamiętacie bony z okazji rocznicy polsko-ikeowskiej współpracy? Właśnie dzięki nim wzbogaciłam swoją kolekcję, przydatnych kiedyś tam, przedmiotów. No i proszę. Wystarczyło pomalować akrylową i dokręcić uchwyty. Był drobny problem z uchwytami, bo skrzynki są wykonane ze sklejki i śruby okazały się za długie, ale cóż to za problem w porównaniu z zawieruchą wyborczo-pogodową ? 🙂

Nigdy nie chwalę się tym, na co wydaję ciężko zarobione pieniądze, ale właśnie uskuteczniam wyjątek w tej kwestii. Dlatego, że wiem, iż sporo dziewczyn chce mieć coś takiego w posiadaniu, a okazja jest nie lada. Nabyłam dzisiaj (bez obaw L4 miałam do piątku) takie cudeńko za 34 zł w Juli!

Pozdrawiam ciepło