Marzenia się spełniają

with Brak komentarzy

Już od kilku lat marzył mi się wypad nad morze, ale, jak to zwykle bywa, każda wymówka… A to, czasu brak, a to, pieniędzy, i tak rok za rokiem mijał.

W tym roku przytłoczona kosztami wymiany dachu postanowiłam wkroczyć w “cebulkowy świat Holandii” i wiedziona splotem przypadków zawędrowałam nad Morze…Północne!!! Jak szaleć to po całości 😉 Szczęśliwie udało mi się połączyć przyjemne z pożytecznym. Pobyt w Holandii był dla mnie ciekawym doświadczeniem i przygodą. Poznałam grono wartościowych osób i spędziłam czas w świecie życzliwie nastawionych (wiem, większość Polaków pracujących w tym kraju ma odmienne zdanie, ale widać ja miałam szczęście) i uśmiechniętych, żyjących bez pośpiechu ludzi.

Nie mogłam się oprzeć – meduzy mieniły się kolorami

O upałach jakie opanowały Polskę słyszałam tylko w TV. Tam było raczej chłodno.

W drodze na plażę mijałam pole frezji. Żałuję, że zdjęcie nie przesyła Wam zapachu jaki roztaczały wokół:(

Krajobraz przeplatany jest kanałami. Na wsi przy każdym domu urocze mostki i miejsca do relaksu nad wodą.

Najbardziej zaskoczyły mnie niewielkie rozmiary domów. Większość wyglądała jak wyjęta z bajki. Te na zdjęciach są naprawdę duże.

Wiele domów, tam gdzie mieszkałam, było krytych strzechą i tylko w nielicznych okna zdobiły firanki lub rolety. Większość okien przesłonięta była tylko dużymi wazonami z bukietem lub zawieszonym na łańcuszku witrażem. A co najbardziej mi przypadło do gustu, to brak ogrodzenia. (zdjęcie zrobione z jadącego samochodu. Przepraszam za jakość)

Na pożegnanie – ostatnie zdjęcie zza przyciemnionych szyb powrotnego Busa

Jeśli mogłabym przenieść na nasz grunt choć jeden element  holenderskiej kultury, byłyby to ścieżki rowerowe. Wiedziałam, że ten kraj to królestwo rowerów, ale to co zobaczyłam i czego doświadczyłam sama jadąc na rowerze, przeszło wszelkie moje wyobrażenia. Godne pozazdroszczenia.

Pozdrawiam ciepło